Piafka

Jak ułatwić sobie gotowanie przy małych dzieciach?

czwartek, 25 lutego 2021
| 1 komentarz

Czujesz, że gotowanie przy małych dzieciach w domu Cię przerasta? Nie lubisz przebywać w kuchni? A może przeciwnie - kochasz gotować, ale brakuje Ci na to czasu? W tym wpisie zebrałam moje sposoby na ułatwianie sobie życia i usprawnienie gotowania, gdy w domu są małe dzieci. 

Wpis powstał we współpracy z firmą tadar.pl

Nie posiadam wybitnych zdolności kulinarnych i choć lubię gotować, to jeśli bym mogła, w ogóle nie wchodziłabym do kuchni ;-) Domyślam się, że wśród Was jest znacznie więcej osób podobnych do mnie, młodych rodziców, którzy mimo wszystko, muszą przygotowywać posiłki, najlepiej zdrowe, zrównoważone itd. dla swoich pociech. To właśnie do Was kieruję ten wpis! Chcę Wam pokazać rozwiązania, które sama stosuję, bo ułatwiają (czyt. przyspieszają) mi gotowanie, co jest przydatne zwłaszcza, gdy maluch akurat jest w fazie rozwojowej zwanej potocznie mamozą (dla niewtajemniczonych - wiszenie na nodze/ręce/biodrze/głowie rodzicielki 24h/dobę). Temat bardzo u mnie aktualny, dlatego bez zastanowienia mogę wymienić kilka sposobów na przetrwanie w trudnej rzeczywistości. 

Ten wpis jest początkiem cyklu dotyczącego ułatwiania sobie życia przy małych dzieciach. Codzienność przy małych dzieciach w domu może być męcząca. Oprócz zajmowania się pociechami, trzeba jeszcze znaleźć czas na obowiązki. Żeby nie popaść we frustrację, dobrze znaleźć balans i nauczyć się dbania także o siebie. Tylko jak znaleźć na to czas? Korzystając z gadżetów, sprytnych rozwiązań, life hacków innych rodziców. W tym wpisie opowiem o moim ułatwianiu sobie gotowania, a czekają jeszcze takie tematy jak sprzątanie, podróżowanie (np. największa wyprawa w roku - samotne wyjście z dziećmi do sklepu), zakupy itd. Być może już za pół roku uda mi się napisać kolejną część ;-) 

Kuchnia - organizacja przestrzeni

Zazwyczaj przygotowuję posiłki, kiedy dzieci bawią się obok. Odkąd jest ich dwoje, potrafią się czymś razem zająć, a ja mogę ugotować (choć częściej podgrzać) obiad. Ale zanim urodził się Roszek, wprowadziliśmy kilka zmian w kuchni, by Lilka mogła nam w niej towarzyszyć.

1. Specjalna szuflada z rzeczami dzieci. W jednej z szafek wydzieliliśmy takie miejsce i dzięki temu, mogą się zaangażować w nakrywanie do stołu. U jednego z dzieci to pomogło na wyciąganie rzeczy z szafek, u drugiego nie, ale i tak warto zaryzykować ;-) 

2. Schodek, dzięki któremu sięgają do blatu. W kuchni postawiliśmy drewniany schodek, na którym dziecko stoi, jeśli chce nam pomagać. Oprócz tego bardzo wspomaga samodzielność - dzieci potrafią same sobie wyciągnąć przekąski, Lilka nawet znajdzie mleko w lodówce i sobie naleje. Minus - trzeba uważać na gorące i ostre rzeczy zostawiane na blacie. 

3. Huśtawka w kuchni. Nad wejściem do kuchni powiesiliśmy huśtawkę dla małych dzieci (taką z oparciem). Choć mamy niewielką kuchnię (ok. 6m2), mieści się spokojnie i można pobujać malucha. To rozwiązanie idealnie nam się sprawdza, gdy dziecko chce być na rękach, jest zmęczone, marudne. 
 

Gotowanie - planowanie posiłków

Najwięcej w moim gotowaniu zmieniło planowanie. Korzystając z moich planerów, przed większymi zakupami staram się mniej więcej rozpisać posiłki na dane dni (często dopiero w praniu wychodzi, co faktycznie będziemy jeść, ale składniki są w lodówce, więc to nie problem). Dzięki temu marnujemy mniej jedzenia, a ja spędzam w kuchni minimum potrzebnego czasu. 

Gotowanie - przygotowywanie posiłków

Nie będę Was czarować - jeśli nie zamawiacie posiłków, coś trzeba będzie ugotować. Żeby usprawnić ten proces korzystam z kilku rozwiązań.

1 / 2 / 3 / 4 / 5 / 6 / 7


1. Gotowanie na parze. Posiadamy piętrowy garnek do gotowania na parze, w którym wszystko robi się równocześnie (mam 2 piętrowy, wolałabym 3). Przy takim przygotowywaniu jedzenia powstaje mało bałaganu, jest zdrowo, nie trzeba cały czas pilnować, żeby się nie przypaliło. Od paru lat większość posiłków staram się robić na parze, a tylko 2 razy zdarzyło mi się, że woda wyparowała i garnek się przypalił, co jest wielkim sukcesem, bo przypalonych placków nie zliczę... 

2. Smażenie na kilku patelniach równocześnie - unikam smażenia, jeśli to robię, to używam minimalnej ilości tłuszczu i ustawiam mały ogień. Smażenie trwa wtedy dość długo. W przypadku np. placków zawsze mnie to frustruje, dlatego teraz wrzucam ciasto na kilka patelni równocześnie. Znacznie przyspiesza to cały proces. Chociaż marzy mi się patelnia z wyższej półki, przy małych dzieciach to byłaby słaba inwestycja - za często zdarza się, że MUSZĘ koniecznie w danej chwili zająć się jakimś problemem i nie ma znaczenia, że właśnie przypala się obiad ;-) Dzisiaj 2 razy wylewałam spalony olej, bo akurat ktoś uznał, że nasza nowa szara sofa powinna być bardziej zielona. 

3. Korzystam z naczyń żaroodpornych - uwielbiam potrawy, które robią się same. Wystarczy przygotować składniki, wrzucić do naczynia i wyciągnąć gotowe. Żadnego mieszania, pilnowania. Naczynia mam w różnych rozmiarach, często używam ich także do mrożenia potraw. Najczęściej przygotowuję w nich zapiekanki - zrobienie sosu zajmuje mało czasu, a potem wystarczy zalać nim makaron. 

4. Używam folii aluminiowej - wiem, wiem mogłoby być zdrowiej i bardziej eko, ale czasami ważniejsze jest to żeby było wystarczająco, za to szybko. Kiedy się spieszę, korzystam z folii podczas pieczenia ryb i mięsa - surowe kawałki wrzucam do głębokiego talerza, zalewam przyprawionym olejem rzepakowym, przerzucam na folię (matową stroną na zewnątrz), zawijam i piekę. Po wyciągnięciu zero mycia blach czy piekarnika. Z folii do jedzenia może przenikać aluminium, warto o tym wiedzieć decydując się na takie pieczenie. Alternatywą jest naczynie żaroodporne z pokrywką. 

5. Mam w kuchni ostre noże, które naprawdę przyspieszają gotowanie. 

6. Odgrzewam potrawy w mikrofalówce. Wiem, że są zwolennicy i przeciwnicy, jak poszukałam informacji naukowych, to nie znalazłam żadnych potwierdzeń, by było to niezdrowe, wręcz przeciwnie. Szybkie podgrzanie posiłków ratuje moje dni, kiedy są trudniejsze chwile i mam mało czasu. Korzystam z naczyń do mikrofalówki, dzięki czemu potrawy są dalej smaczne.
Do odgrzewania jedzenia na talerzach polecam korzystanie z osłony - można uniknąć czyszczenia całej mikrofalówki w przypadku gdyby coś się wylało czy za mocno podgrzało. 

Przechowywanie jedzenia

1 / 2


Bezpośrednio z poprzednim punktem wiąże się przechowywanie jedzenia. Zazwyczaj, kiedy już gotuję, staram się przygotować więcej jedzenia niż to potrzebne. Dodanie kilku porcji prawie nie wpływa na czas spędzony w kuchni (a przede wszystkim na bałagan), a dzięki temu w przyszłości będzie można tylko podgrzać gotowe potrawy. W jaki sposób przechowuję posiłki? Najczęściej mrożę nadmiarowe jedzenie. Pamiętam, że podczas rozszerzania diety dzieci codziennie obierałam warzywa, gotowałam je i zajmowało mi to praktycznie całą drzemkę malucha. W końcu zmieniłam podejście i raz w miesiącu szykowałam mnóstwo warzyw, które potem porcjowałam, chowałam do woreczków i mroziłam. Przez kolejne dni tylko otwierałam odpowiednią torebkę, przerzucałam zawartość do garnka i gotowałam na parze. Zajmowało to kilka minut. 

Aktualnie robię tak z warzywami, zupami, sosami czy całymi potrawami. Najlepiej sprawdza mi się takie rozwiązanie w przypadku farszów - przygotowuję dwa razy więcej i mrożę połowę. Potem dzień wcześniej rozmrażam farsz. Samo wypełnienie np. świeżej cukinii czy przygotowanie lasagne zajmuje naprawdę kilka minut. Zawsze pilnuję, by w zamrażalniku było jakieś gotowe danie (domowe czy kupne) - ratuje mnie to w awaryjnych sytuacjach.

Zazwyczaj gotuję na dwa-trzy dni. Bardzo polecam do przechowywania żywności w lodówce przezroczyste pojemniki! Wielokrotnie zdarzało nam się coś wyrzucać, bo po prostu zapomnieliśmy, że coś jest schowane. Szklane czy plastikowe pudełka, w których widoczna jest zawartość, bardzo ułatwiają sprawę.  

Pieczenie

Zawsze marzyłam o idealnie czystym domu pachnącym domowym ciastem w każdą niedzielę. Ale marzenia marzeniami, a życie życiem i jak raz na kwartał uda mi się coś upiec, to jestem zadowolona. Sielankowy obraz w moich wyobrażeniach przedstawia mnie, otoczoną dziećmi, stojącymi na swoich stołeczkach przy blacie. Radośnie odmierzamy mąkę, wbijamy jajka do misy, małe łapki mieszają składniki. Mnóstwo śmiechu i wspomnień na lata. W praktyce dzidzioki nudzą się po 5 minutach, marudzą na brudne ręce, mąka zasypuje pół kuchni, a mój wewnętrzny spokój zostaje porządnie zachwiany. Dlatego, gdy już decyduję się na pieczenia ciasta, wiem, że muszę to zrobić sprawnie, z minimalną pomocą maluchów, ograniczając bałagan. I oczywiście wspomagam się tu gadżetami.

1 / 2



1. Stolnica silikonowa. Szorowanie drewnianej stolnicy zawsze było moją zmorą. Do tego jej przechowywanie, wyciąganie, dbanie o nią. Odkąd mam matę silikonową, wszelkie "brudne" prace stały się przyjemniejsze. Korzystamy z niej także do ciastoliny ;-) 
 
2. Formy silikonowe. W moim gotowaniu i pieczeniu najbardziej staram się ograniczać sprzątanie. Dlatego wybieram naczynia, które mogę myć w zmywarce i takie, których nie będę musiała szorować. Do pieczenia ciast używam właściwie tylko form silikonowych. Nie muszę ich smarować masłem, nie używam papieru do pieczenia - po prostu zalewam ciastem i wkładam do piekarnika. Ich wymyślne kształty to tylko dodatkowy plus :) 
  
3. Robot kuchenny, sporo zmienił w moim gotowaniu i pieczeniu, ale używam go sporadycznie, gdy przygotowuję dużo jedzenia (np. sosu, który wymaga ucierania wielu warzyw) czy potrzebuję wyrobić ciasto. Na co dzień wybieram proste potrawy, bo jak wspominałam na początku, nie posiadam wybitnych zdolności kulinarnych. Przy nich pożytek z robota jest niewielki - dużo potem sprzątania. Mimo wszystko polecam taką inwestycję, bo robot z dodatkowymi nakładkami daje ogromne możliwości. 



Pośród moich rozwiązań musi znaleźć się jeszcze kilka. Najważniejsze - pozwalam sobie na kupowanie gotowego jedzenia. Czy to zup, czy mrożonych półproduktów lub pierogów. Uważam, że trzeba zawsze znaleźć jakiś balans w życiu i nie można popadać w skrajności. Bardzo dbam o zdrowe odżywianie dzieci, to dla mnie istotne, by miały ograniczony do minimum cukier czy piły dużo wody. I właśnie dlatego bez wyrzutów sumienia, kiedy mam gorszy dzień albo dużo pracy, po prostu kupuję obiad, wyciągam mrożone pierogi czy proszę babcię o zupę (ulubione moich dzieci ;-)). 

Po drugie, w codziennej gonitwie (za dziećmi..) nie można zapomnieć o sobie. Jak często matki maluchów skarżą się na zimną kawę czy herbatę, prawda? Zamiast narzekać, lepiej znaleźć rozwiązanie. Ja akurat wolę zimną kawę, ale w ciągu dnia często nie mam już siły iść jej sobie zrobić. Dlatego rano mąż przygotowuje mi po prostu dzbanek tego zbawiennego napoju. Domyślam się, że większość ludzi jednak woli ciepłą kawę i polecam Wam podobne rozwiązanie, ale z termosem

I ostatnia sprawa - zamiast się wkurzać na to, że muszę gotować, zaczęłam znajdywać w tym przyjemność. Duża w tym zaleta Mai, która na Instagramie pokazuje kreatywne śniadania swoich dzieci. Powiedziała kiedyś, że właśnie przygotowując te pomysłowe posiłki, ładuje swoją energię (parafrazuję, ale taki był przekaz ;-)). Postanowiłam spróbować i okazało się, że mi też sprawia to frajdę. Raz na jakiś czas (czasami codziennie przez tydzień, a czasami raz w miesiącu) kroję ładnie warzywa, robię kolorowe pasty, obiad dekoruję sałatą czy owocami. Zaczęło mnie to cieszyć, przeglądam inspiracje na Pinterest, a do tego dzieci chętniej zjadają posiłki. 


A jak Wy sobie radzicie w kuchni przy małych dzieciach? Macie jakieś life hacki

Pozdrawiam,
Kaja



1 komentarz
  1. U nas gotowanie z Leonem jest zawsze na bogato :D Tu ciasto, tam ciasto... tam rozlane mleko.... tam mąka :D

    OdpowiedzUsuń