Piafka

Jak wybrać fotelik samochodowy - część 2. Nasze foteliki - opinia

czwartek, 11 lipca 2019
| Brak komentarzy

Kiedy poprzednio pisałam o fotelikach samochodowych, skupiłam się na teorii, tym razem czas na moją opinię dotyczącą bezpieczeństwa dziecka podczas podróży autem, a także pokażę Wam, na jakie modele się zdecydowaliśmy i wyjaśnię dlaczego. 

Zacznę od tego, że byłam całkowitą ignorantką, jeśli chodzi o wybór fotelika. W pierwszej ciąży bardzo się ucieszyłam, jak dostaliśmy nosidełko od znajomych, ale szybko zaczęło mnie irytować  – miało już swoje lata, przez co ciężko dociągało się pasy i regulowało pozycję dziecka. Chociaż ten fotelik jest uznawany za bezpieczny (zobacz więcej: bezpieczny fotelik samochodowy), do niczego się już nie nadawał, bo był za stary. Niestety, posłuchaliśmy rady, że nie ma sensu inwestować w pierwszy fotelik, bo dziecko i tak będzie z niego korzystać maksimum 6 miesięcy. Teraz już wiem, że to bzdura – Lilka mając 1.5 roku dalej jeździła w foteliku grupy 0. Nowym, bo jak miała 10 miesięcy nie wytrzymałam i pojechaliśmy do Centrum Fotelików. Z wizyty byłam tak zadowolona, że 10 miesięcy później wróciliśmy tam po kolejne produkty, a z firmą nawiązałam współpracę, by przygotować dla Was rzetelny, merytoryczny wpis o wyborze fotelika.

Jeszcze tylko przypomnienie, o co chodzi w cyklu wpisów o fotelikach. Całość podzieliłam na trzy części. Pierwsza, jest typowo informacyjna i zawiera fakty związane z fotelikami samochodowymi. W drugiej (czyli dzisiejszej) pokażę modele, z jakich my korzystaliśmy – opiszę ich wady i zalety, opowiem o naszym podejściu do bezpieczeństwa. Ostatnia część to miejsce na odpowiedź na Wasze pytania – jeśli jakieś się Wam nasuną podczas czytania, proszę piszcie do mnie, wszystkie przekażę ekspertom.




Kiedy byłam w pierwszej ciąży, najczęściej trafiałam na informację, że należy wybrać się do specjalnego sklepu i tam dokonać wyboru. W mojej głowie pojawił się obraz, jak to idę do sklepu typu Smyk i wychodzę ze sprzedawcą mierzyć fotelik w aucie. Wydawało mi się to komiczne i nierealne, bo niby jak wyjść z fotelikiem z galerii handlowej? W naszym mieście nie znalazłam wówczas sklepów specjalizujących się w tym temacie, a podróż odpadała. Dlatego zacznę od opisania Wam, jak w ogóle wygląda takie dopasowanie fotelika w sklepie i dlaczego warto się na to zdecydować.

Wizyta w Centrum Fotelików - jak wygląda dobór fotelika samochodowego


W poprzedniej części wyjaśniałam Wam od czego zależy bezpieczeństwo w trakcie podróży samochodem.  Prawidłowe dopasowanie fotelika zarówno do dziecka, jak i do samochodu jest kluczowe i nie da się tego zrobić, bez fizycznego przymierzenia konkretnego modelu. Dobrze jest przyjechać, gdy dziecko jest wypoczęte i nie będzie (bardzo) marudzić podczas przymiarek.

Wizyta w sklepie rozpoczyna się od rozmowy ze sprzedawcą. Opowiadamy, jakie mamy auto, w jakim wieku jest dziecko, ile waży i mierzy (Lilka była oczywiście z nami). Mówimy też o naszych potrzebach oraz określamy możliwości finansowe - tego się trochę obawiałam, bo przy drugim foteliku mieliśmy niski budżet, a jednak nie stanowiło to żadnej przeszkody.

Po takim wywiadzie, sprzedawca przedstawił nam kilka najlepiej pasujących modeli. W przeciwieństwie do oferty sklepów internetowych, stacjonarnie musieliśmy wybrać tylko pomiędzy 3 opcjami, co znacznie skróciło czas zakupu oraz ułatwiło nam zadanie.

Po wstępnym wyborze, sprawdzamy czy dziecko się mieści, czy jest mu wygodnie, a pozycja ciała jest odpowiednia. Następnie wychodzimy ze sklepu i udajemy się do samochodu, gdzie specjalista sprawdza czy fotelik mieści się w aucie, czy nie brakuje pasów do jego przypięcia i czy wszystko jest prawidłowo zamontowane.

Jeśli wszystko jest ok, a my decydujemy się na zakup tego modelu, to jeszcze uczymy się prawidłowego montażu. Ostatnim krokiem jest wybór koloru tapicerki czy dodatków.

Szczerze Wam polecam wybór fotelika w Centrum Fotelików, bo pomoc sprzedawcy jest naprawdę bezcenna. Po wstępnym researchu w necie nawet nie widziałam modelu, na który ostatecznie się zdecydowaliśmy, samodzielne porównanie wszystkich możliwości zajęłoby mi długie godziny, a i tak nie byłabym 100% pewna, że to najlepsza opcja. Wizyta w sklepie trwała około godziny, dla dzieci przygotowano specjalny kącik z zabawkami, parking jest zaraz przy wejściu, a po podjęciu decyzji ma się poczucie, że faktycznie dokonało się najlepszego wyboru. Nawet doliczając czas dojazdu, oszczędność jest taka, że warto.



Ok, ale na jaki fotelik się zdecydowaliśmy?

Pierwszy fotelik - Jane Strata (bez bazy) 

Pierwszy fotelik, Jane Strata, dostaliśmy od znajomych. Choć fotelik wypadł dobrze w testach ADAC, nie powinniśmy byli z niego korzystać, bo był za stary. Nie byłam w stanie równo dociągnąć pasów, montaż mnie denerwował. Lilka jeździła w tym foteliku aż 10 miesięcy, ale (na szczęście) bardzo źle reagowała na podróż samochodem i unikałam tego, jak tylko mogłam. Przez 3 miesiące praktycznie nigdzie nie jeździłyśmy, bo szkoda mi było dziecka.

Fotelik najczęściej montowałam na przednim siedzeniu. Wiem, że nie jest to najbezpieczniejsza opcja i podjęłam świadomą decyzję. Wychodzę z założenia, że bezpieczeństwo fizyczne jest bardzo ważne, ale komfort psychiczny dziecka także nie pozostaje bez znaczenia. Uznałam, że mniejszym złem będzie jazda z przodu (oczywiście z wyłączoną poduszką) z względnie spokojnym dzieckiem, niż miejsce z tyłu, ale za to z takim wrzaskiem, że na pewno moje umiejętności jako kierowcy zrównywały się do zera. Jednak tak jak wspominałam, wycieczki samochodem ograniczaliśmy do minimum, najczęściej to wizyta u moich rodziców, 15 minut drogi w jedną stronę.

Nie będę udawać, że jestem idealnym rodzicem, bo popełniłam sporo błędów oprócz starego fotelika. Jednak na wszystkie kroki zdecydowałam się świadomie, znając możliwe konsekwencje swoich działań. Jakie mam przewinienia na sumieniu? Karmienie piersią w trakcie jazdy, uspokajanie dziecka piosenką z Youtube, dawanie chrupek czy wody bez postoju. Podchodzę bardzo serio do kwestii bezpieczeństwa, ale nadmierne wydzielanie się kortyzolu u zestresowanego dziecka także stanowi dla mnie problem. Myślę, że każdy musi znaleźć swój złoty środek w tym wszystkim i posiadając aktualną wiedzę podjąć decyzje dobre dla swojej rodziny.

Fotelik Jane Strata - plusy i minusy

Plusy:
- podnoszenie i opuszczanie uchwytu do przenoszenia jedną ręką (wygodny przycisk)
- brak pasów montażowych nad nóżkami dziecka (pasy przechodzą pod fotelikiem)

Minusy:
- niewygodny w użyciu, przypinany daszek
- u nas rozregulowane dociąganie pasów, problemy ze zmianą wysokości zagłówka, ale mieliśmy stary egzemplarz
- fotelik jest mały (Lilka przestała się do niego mieścić ok. 6 miesięcy wcześniej niż do naszego następnego)

Tego fotelika nie znajdziecie w sklepach specjalistycznych, nie polecam go. 

Drugi fotelik - Cybex Aton 5 (bez bazy)


Kiedy Lilka miała 10 miesięcy, tupnęłam nogą i kazałam się zawieźć do sklepu (na szczęście w między czasie otworzył się taki w naszym mieście). Nie byliśmy przygotowani finansowo na zakup fotelika z kolejnej grupy, dlatego wybraliśmy łupinę bez bazy (dopiero jak Lilka miała rok zaczęłam korzystać z adapterów do wózka, bo planowałam wyjścia w czasie jej drzemek; zasypiała w aucie, a potem wystarczyło przenieść fotelik, po przebudzeniu chodziła już samodzielnie; przy tak rzadkim odpinaniu fotelika, baza była dla nas zbędna). Niski budżet nieco mnie stresował, ale kiedy w sklepie powiedzieliśmy, że mamy 500 zł, to nie stanowiło to problemu. Fotelik jest naprawdę bezpieczny i przeszedł pozytywnie testy.  

Lilka ma teraz prawie dwa lata, waży 10 kilogramów i tydzień temu jechała jeszcze w foteliku z grupy 0, przy prawidłowo zapiętych pasach. Jak widzicie na zdjęciu wyżej, dzieci świetnie sobie radzą z ułożeniem nóg w takim foteliku.

Do fotelika uszyłam dodatkowy pokrowiec z bawełny organicznej (ta część w kwiatki; tkanina pochodzi ze sklepu Milofabrics), choć wiem, że nie jest to bezpieczne. Oryginalne tapicerki przechodzą testy, w tym takie na ognioodporność. Kiedy cokolwiek zmieniamy, może się okazać, że będzie to stanowić problem podczas wypadku. Zdecydowałam się na to, bo wymienna tapicerka letnia od producenta to koszt 200 zł, a w składzie ma 85% bawełny. Nie usunęłam żadnego elementu z fotelika (to bardzo ważne, by korzystać ze wszystkich oryginalnych części, w tym ochraniaczy na pasy! Wbrew pozorom, one odgrywają bardzo dużą rolę w zapewnieniu bezpieczeństwa dziecku), moja wkładka jest nakładana na tapicerkę. Niestety, dzieci w fotelikach bardzo się pocą i u nas ten kawałek bawełny rozwiązał problem.

Nowy fotelik znacząco wpłynął na komfort jazdy wszystkich w aucie. Wyjazd na wakacje nie oznaczał traumy i wrzasku przez całą drogę, a z czasem Lilka polubiła fotelik (zwłaszcza w domu, kiedy się w nim sama bujała na stojąco). Na pewno nie bez znaczenia był fakt, że była starsza, podejrzewam, że sam fotelik niewiele dla niej zmienił. Wpłynął jednak na mój komfort podróży oraz poczucie bezpieczeństwa, a wpinanie i wypinanie fotelika przestało być uciążliwym obowiązkiem.

Fotelik Cybex Aton 5 - plusy i minusy

Plusy
- przystępna cena
- wygodna regulacja wysokości zagłówka
- fotelik jest bezpieczny (posiada dodatkową ochronę boczną)
- łatwy, intuicyjny montaż na pasy
- składany daszek
- możliwość dokupienia bazy

Minusy
- pasy przechodzą nad nogami dziecka, uciskając je (ten problem dotyczy większości fotelików, jest szczególnie uciążliwy dla maluchów z nieco pulchnymi udami ;-))
- składanie uchwytu wymaga użycia obu rąk dorosłego (przyciski blokady znajdują się po obu stronach fotelika)
- tapicerka nie zapewnia dobrej wentylacji, bardzo widać ślady od potu i brudu

Jeśli tylko ten fotelik pasuje do Waszego auta i dziecka, polecam ten model. 

Trzeci fotelik - Britax Romer


Pod koniec maja wybieraliśmy się samochodem na dwa tygodnie do Szwecji, a Lilka była już na granicy dopuszczalnego wzrostu do poprzedniego fotelika. To idealny moment na zmianę.

Miałam bardzo duży problem w podjęciu decyzji, jaki chcę kolejny fotelik. Spędziłam wiele godzin na przeglądaniu modeli, określiłam, czego chcę, z czego mogę zrezygnować i jaki mam budżet. I wiecie co? Wyszło mi, że na rynku nie ma fotelika, który łączy wszystkie cechy, na jakich mi zależało, czyli:
- RWF (zaraz wyjaśnię dlaczego)
- obrotowy
- możliwość pochylenia bez ponownego montażu
- cena 1500 zł

Po wyeliminowaniu części wymagań, zostałam z Maxi Cosi na liście i z takim nastawieniem pojechaliśmy do sklepu.

Dlaczego wybraliśmy fotelik tyłem do kierunku jazdy (RWF)?
Tak naprawdę, najważniejsza dla nas była opcja jak najdłuższej jazdy tyłem do kierunku jazdy. Początkowo rozważaliśmy FWF i zastanawialiśmy się czy ma sens dopłacanie, czy to nie jest kolejny chwyt marketingowy na młodych rodziców. Ale wtedy przypomniałam sobie maleńką stłuczkę, w której brałam udział (nawet nie wiem czy słowo "stłuczka" jest tu adekwatne). Lata temu Bartek wpadł w poślizg na podjeździe i czołowo wjechał w słupek. Prędkość była minimalna, byłam przypięta pasami, a jednak pamiętam bardzo mocne szarpnięcie szyi. Na ułamek sekundy zrobiło mi się wtedy ciemno przed oczami. Uznaliśmy, że tego typu wypadki faktycznie zdarzają się najczęściej (co pokrywa się ze statystykami) i jest spore prawdopodobieństwo, że dojdzie do takiej stłuczki w ciągu najbliższych paru lat. Skoro ja tak zareagowałam, to łatwo sobie wyobrazić, co mogłoby się stać z dzieckiem.

W sklepie okazało się, że oprócz Maxi Cosi (chciałam tę firmę, bo gwarantuje bezpłatną ekspertyzę fotelika po wypadku i ewentualną wymianę na nowy; teoretycznie to samo można uzyskać z OC, ale nie wiem, jak to działa w praktyce), są jeszcze dwa foteliki, które spełniają moje wymagania.

Ostatecznie zdecydowaliśmy się na Britax Romer, mimo że znacznie przekracza nasz budżet. Bartek postanowił, że obrotowe siedzenie to jednak ogromny komfort, zwłaszcza teraz, kiedy jestem w ciąży i wkładanie dziecka bez tej opcji będzie dla mnie uciążliwe (nosidełko zawsze obracałam przed przypięciem pasami). Po dwóch tygodniach w Szwecji uważam, że naprawdę warto było wybrać ten fotelik, a za pewne udogodnienia dla rodzica warto dopłacić, jeśli ma się taką możliwość. Chociaż Lilka po tygodniu ogarnęła samodzielne wchodzenie do auta i siadanie w foteliku, jednak dalej muszę zapiąć jej pasy, a jak jest zmęczona i się pręży jakoś ją tam posadzić (co zazwyczaj kończy się przekupstwem, bo to dziecko ma zaskakująco dużo siły....).

Odkąd zmieniliśmy fotelik na ten, Lilka polubiła jazdę samochodem, mimo że podróżuje tylko z tyłu (sama). Najczęściej zasypia albo ogląda widoki za oknem (sprawdzałam i widzi więcej niż ja siedząc z przodu). Głowa przestała jej opadać, sprawia wrażenie, że naprawdę jest jej bardzo wygodnie. Na wyjeździe czasami się buntowała, ale to zwykle w sytuacjach, kiedy była zmęczona lub głodna. Wtedy potrafiła wydostać się z ciasno zapiętych pasów... Dlatego, zwłaszcza przy ruchliwych dzieciach, polecam zamontowanie lusterka z tyłu (o akcesoriach będzie jeszcze dalej).

Warto jeszcze wspomnieć, że fotelik zajmuje dużo miejsca i w małych autach komfort pasażera z przodu jest mocno ograniczony. Już teraz wiemy, że czeka nas wymiana samochodu, gdy będziemy kupować fotelik tej grupy dla kolejnego dziecka.

Fotelik Britax Romer - plusy i minusy

Plusy
- obrotowe siedzisko
- możliwość pochylenia w trakcie jazdy
- RWF do 4 roku życia, a może dłużej (zależy od dziecka)
- opcja obrócenia przodem do kierunku jazdy (nie wykluczam tej możliwości, bo może się np. okazać, że dziecko ma chorobę lokomocyjną i tylko tak da radę podróżować)
- wygodna obsługa (dociąganie pasów, zapinanie itd.)
- podobno łatwy montaż na ISOFIX (nie wiem na 100%, bo fotelik jest dla mnie za ciężki żebym montowała go sama będąc w ciąży)
- to bardzo bezpieczny fotelik

Minusy
- łatwo brudząca się tapicerka (nie wiem czy inne też tak mają, nasza jest dość jasna i niestety dziecko bardzo się poci w foteliku)
- dziura pod fotelikiem, do której mogą wpaść drobne elementy blokujące obrót (zdarzyło nam się parę razy, że Lilka coś wrzuciła w otwór pomiędzy bazę a fotel; na szczęście sprzedawca uprzedził nas o takiej możliwości i przy minimalnym oporze podczas obracania, najpierw sprawdzam czy nic tam nie ma)
- osłonki na pasy się nie ściągają (to może być też plus, bo nie da się ich zgubić, ale na razie dla mnie to minus, bo nasze oberwały bananem...)
- cena

Jeśli tylko ten fotelik pasuje do Waszego auta i dziecka, polecam ten model. 

Czwarty fotelik - Joie Stages


Czas na ostatni fotelik - czyli Joie Stages, montowany na pasy. Bartek często zabiera nasze auto do pracy, a fotelik jedzie z nim (codzienne wpinanie i wypinanie Britaxa byłoby dość uciążliwe, zwłaszcza mieszkając w bloku na 4 piętrze). Pojawił się problem, jak zabrać się z babcią do sklepu czy jej domu. Babcia zdecydowała się na zakup fotelika i na szczęście zgodziła się na nasz warunek, że musi być to RWF. Podobnie jak poprzednio, jechałam do sklepu z upatrzonym modelem. I faktycznie, Pan Piotr właśnie tamten (BabySafe Akita) zaproponował jako pierwszy. Jednak pokazał nam jeszcze Joie Stages i był on bezkonkurencyjny, jeśli chodzi o potrzeby babci.

To duży fotelik, w którym zmieści się zarówno Lilka, jak i 6 letnie dziecko (jest do 25 kg), co ma znaczenie, gdy fotelik nie jest dedykowany jednemu dziecku. Montaż nie wymaga nurkowania pod przednie siedzenie, bo zapina się go identycznie, jak nosidełko (pasy przebiegają pod nóżkami dziecka). Nie ma możliwości obrotu siedziska czy pochylenia w trakcie jazdy, ale za to kosztuje 740 zł. Uznaliśmy, że na długie trasy i tak Lilka pojedzie w Britaxie, a ten fotelik ma być głównie do jazdy po mieście i na krótkie wycieczki z babcią. Myślę, że rozważałabym ten model dla nas, gdybym rzadziej korzystała z auta.

Fotelik Joie Stages - plusy i minusy

Plusy
- duży zakres wagowy
- łatwy montaż na pasy
- wysoki zagłówek
- opcja tyłem (0-18 kg) i przodem (9-25 kg) do kierunku jazdy
- antypoślizgowe osłonki na pasy
- schowki na drobiazgi (przydałyby się takie podczas dłuższych podróży)
- cena
- tapicerka (wydaje mi się, że brudzi się znacznie mniej niż w Britaxie, ale Lilka jechała na razie kilka razy w foteliku)

Minusy
- brak dodatkowej ochrony bocznej
- brak regulacji odchylenia siedziska przy ustawieniu tyłem do kierunku jazdy
- montaż na pasy (dla mnie to plus, ale taki montaż sprzyja popełnieniu błędów podczas zapinania)

Jeśli tylko ten fotelik pasuje do Waszego auta i dziecka, polecam ten model. 

Z jakich akcesoriów korzystamy podczas jazdy samochodem?


Oprócz fotelika, korzystamy także z niektórych gadżetów. Najważniejsze to lusterko. Lilka nie tylko ma stały kontakt z kierowcą, ale co ważniejsze widzi siebie. Większość czasu w aucie stroi miny, obserwuje swój język czy po prostu coś mówi/śpiewa i patrzy, jak układają się usta. Zdecydowanie polecam Wam zakup takiego lusterka.

Drugi must have to dla mnie osłonka na okno. Na początku po prostu zakładaliśmy kocyk na szybę, a w Cybex Aton 5 daszek super spełniał zadanie. Myślę, że nie ma większej różnicy między tanimi roletami z Lidla, a taką jak nasza, ale wiecie, wysłałam męża na zakupy, to wziął pierwszą lepszą ;-)

Aktualnie fotelik mamy zamontowany na stałe w aucie, a Lilka często jeździ w butach. Żeby nie uszkodzić tapicerki, warto położyć osłonkę na siedzenie pod fotelik. Naszą zrobiłam po prostu z dociętego koca polarowego, ale jak już wspominałam wcześniej - takie DIY w samochodzie są ryzykowne, bo tkaniny niekoniecznie będą ognioodporne. Co więcej, niektóre materiały mogą wręcz przekreślić bezpieczeństwo samego fotelika! Moja mama położyła pod fotelik osłonę na szybę. Namęczyłam się okropnie żeby dociągnąć pasy, a i tak ciągle były luzy. Dopiero, kiedy wyciągnęłam podkładkę, okazało się, że to na niej fotelik się przesuwał zamiast opierać się stabilnie na siedzeniu. Dlatego uważajcie z takimi eksperymentami.

Wspominałam już wcześniej o osłonie na tapicerkę w Cybex Aton, myślę, że w Britaxie także zdecyduję się na podobne rozwiązanie. Niedługo na rynku mają się pojawić wkładki do fotelików, które nie tylko zapewniają wentylację, ale także chłodzą pod naciskiem ciała i myślę, że to może być świetne rozwiązanie, niestety jeszcze niedostępne.

Jeśli decydujecie się na jakiekolwiek dodatkowe koce, wkładki czy ochraniacze, warto pomyśleć właśnie o łatwopalności użytych materiałów, a także zastanowić się czy nie będą wpływać na pozycję dziecka (zwłaszcza na luz między ciałem a pasami) i samego fotelika. 

W Cybexie mieliśmy w pewnym momencie problem z opadającą główką, gdy dziecko zasnęło. Uszyłam taką nakładkę na gumce, którą nasuwaliśmy na czoło Lilki. Rozwiązanie sprawdzało się znakomicie, ale znowu - nie jest to bezpieczna opcja. W przypadku poważniejszego wypadku taki gadżet mógłby dziecku poważnie zaszkodzić. Warto o tym wiedzieć, zanim zdecydujecie się na zakup/uszycie podobnego.

Przy okazji tego wpisu polecę Wam jeszcze specjalny adapter do pasów dla kobiet w ciąży. Podczas krótkich tras w mieście nie korzystałam, ale na wakacjach sprawdził się świetnie. Naprawdę poprawił mi komfort jazdy.




Jak widzicie, podchodzę serio do bezpieczeństwa w trakcie podróży, ale też nie jestem fanatyczką i komfort psychiczny dziecka jest dla mnie równie ważny. Myślę, że warto dać tyle, ile możemy, wybrać bezpieczniejszy fotelik, ale też nie popadać w skrajności i czasem dać chrupkę kukurydzianą czy przewieźć malucha na przednim siedzeniu. Jestem zdania, że każdy rodzic powinien poznać teorię, wiedzieć, jakie rozwiązania AKTUALNIE są uznawane za najbezpieczniejsze, a dopiero potem, uzbrojony w takie informacje, podjąć decyzje, które będą dobre dla jego rodziny.

Bardzo często widzę na grupach "mamowych" bardzo krytyczne komentarze dotyczące fotelików, pewien opór do sięgania po wiedzę, dlatego zebrałam sobie kilka najczęściej pojawiających się mitów na ten temat i przytoczę je w następnej, ostatniej już części.

Dajcie znać, jakie Wy macie podejście do bezpieczeństwa w aucie. Życzę Wam samych spokojnych i bezpiecznych podróży :) 




Pozdrawiam,
Kaja