Piafka

Przy dzieciach też się da - luty i marzec

czwartek, 30 kwietnia 2020
| 1 komentarz
Ostatni dzień kwietnia to dobry moment na podsumowanie osiągnięć z lutego i marca. Czas na kolejny wpis z serii przy dzieciach też się da, serii, w której chcę pokazać, że mama też może realizować swoje pasje i być spełniona. Ciekawi, co udało mi się zrobić przez te dwa miesiące? Jakie DIY powstały? Zapraszam na bloga!

Nie spodziewałam się, że od poprzedniego wpisu z serii #przydzieciachteżsięda minie aż tyle czasu. To nie tak, że nic nie robiłam i zabrakło mi pomysłów. Wręcz przeciwnie - mam sporo osiągnięć z tego okresu. Niestety, marzec był straszny i zwyczajnie nie byłam w stanie usiąść spokojnie przy laptopie, żeby przygotować ten wpis. Ale wreszcie mam taką możliwość i nadrabiam. Dzisiaj podsumowanie lutego oraz marca.

O założeniach projektu możesz przeczytać tutaj - #przydzieciachtezsieda

PRZY DZIECIACH TEŻ SIĘ DA - MOJE OSIĄGNIĘCIA Z LUTEGO


Wysprzątałam całe mieszkanie

I to dwukrotnie! Niby nic, a jednak dla mnie to spore osiągnięcie, bo porządek przy dzieciach jest pewnym wyzwaniem. A porządek przy zamiłowaniu do DIY to trochę jak z legendami - ktoś kiedyś coś widział, ale mało w tym prawdy ;-) 

Zrobiłam trzy czapki na drutach - po raz pierwszy w życiu!

 


Kiedyś umiałam zrobić zabawki na drutach, ale zapomniałam, jak to się robi. Wreszcie wróciłam do tego hobby i się rozkręcam. Tym razem zabrałam się za czapki. Okazuje się, że robi się je łatwo, a także szybko. Pierwszą musiałam spruć, bo nie trafiłam z rozmiarem. Poprawiłam i wyszła ta jasno szara. Miała być dla Lilki, wyszła ciasna, dałam Roszkowi. Zabrała mu :D 

Przerobiłam kamizelkę na kombinezon dla dziecka

 


Wieki temu wygrałam w konkursie bon i wymieniłam go na rudą, ocieplaną kamizelkę (z wełną w składzie, także całkiem porządną). Uwielbiałam ją, ale jakaś taka przykrótka się stała i już w niej nie chodzę. Nie miałam serca wyrzucić i tak leżała od paru lat. W końcu wpadłam na to żeby ją przerobić! I powstał kombinezon dziecięcy. Lilka wygląda w nim uroczo i jest jej ciepło.

Zrobiłam garaż - podstawkę do domku dla lalek

Domek dla lalek to temat na osobny wpis (jeszcze trochę, bo ciągle jest nie skończony), ale teraz pochwalę się szafką - podstawką pod domek. Lila miała problem żeby się bawić, bo na podłodze nie wygodnie, a na regale za wysoko. Ze starych półek zrobiłam podstawkę, która stała się dodatkowymi pokojami, schowkiem i garażem dla mieszkańców domku. Wiele osób prosiło o tutorial, ale nie wiem czy jest sens go przygotowywać - ta różowa część to półka z zestawu mebli z płyty. Pomalowałam ją dzięki Agnieszce z Gu Tworzy , bo podarowała mi różową farbę. Uchwyt został wymontowany ze starej szafy. Ażurowy dekor to oczywiście Ażurove. Reszta to półki, które zostały z remontu u mojej siostry. Całość skręciłam przy użyciu Kreg Jig - to akurat najłatwiejsza i najszybsza część - po prostu robi się otwory i wkręca śruby. Garaż powstał przypadkowo - mąż miał dokupić sklejkę na boki podstawki, ale zamienił wymiary. Sklejka idealnie pasowała na dolną półkę, dlatego ją wykorzystałam. Dokręciłam barierkę, którą wcześniej wymontowałam z domku i jakieś resztki sklejki.

Jak widzicie, jest to projekt w 100% ze znaleźnych w piwnicy materiałów. Zrobiłam go w 2 wieczory. Ale jak chcecie, to mam zdjęcia "w trakcie" - mogę rozrysować plany i przygotować dla Was tutorial, dajcie znać czy chcecie.


Nauczyłam się tekstu trzech zwrotek z dwóch piosenek dla dzieci

To moje największe osiągnięcie od dawna! Mózg ciążowy - kto się spotkał z tym określeniem? U mnie oznaczało to totalne odmóżdżenie. Nigdy nie miałam większych problemów z matematyką (skończyłam informatykę, lubiłam analizę matematyczną :P), a od początków ciąży dodaję na kalkulatorze 7+8. Powoli wracam do sprawności intelektualnej i ćwiczę ją między innymi ucząc się piosenek i wierszyków (pamięć szwankuje mi jeszcze bardziej niż zdolności matematyczne...).
Na razie opanowałam kołysankę po francusku  i dwie zwrotki z Never smile at a crocodile - dzieciaki ją uwielbiają! Ta piosenka ratuje mnie w największych kryzysach samochodowych - wystarczy, że zacznę to śpiewać i od razu jest lepiej. 

Zabraliśmy babcię na urodzinowy wyjazd

1 lutego moja mama ma urodziny i chcieliśmy ją zabrać w jakieś super miejsce. Ale 6 dorosłych, dwoje dzieci i jeden termin pasujący wszystkim - to największe wyzwanie przy rodzinnych imprezach. Kiedy okazało się, że pewna niedziela w lutym pasuje wszystkim, trzeba było tylko zorganizować jakieś atrakcje. Pech chciał, że wszystko, co miałam wymyślone na niespodziankę dla babci, zostało zamknięte, nie działa w niedziele albo jest poza sezonem nieczynne.
Uratowała mnie cudowna kobieta wiadomością na Ig (dziękuję! <3) - wysłała mi gotowy przepis na wyjazd.

Zaczęliśmy od zamku w Suchej Beskidzkiej (zamek był zamknięty, ale park i kawiarnia otwarte), a potem pojechaliśmy do Hotelu Beskidzki Raj. Brzmi dziwnie, ale bardzo Wam polecam! Przy hotelu jest wieża widokowa, mini zoo, duży parking. Ceny symboliczne (wieża - 2 zł, zoo - 1 zł, ale trzeba mieć gotówkę). W restauracji pyszne jedzenie, kącik dla dzieci obok (nie mogliśmy Lilki wyciągnąć). Na zewnątrz super plac zabaw z tyrolką. Jest też spa, ale zabrakło nam czasu.

Babci się podobało, a to najważniejsze :) A Lilka znalazła nowych znajomych ;-) Na pewno tam wrócimy!

Pojechaliśmy na mini ferie do Kościeliska


W ostatnich dniach lutego wybraliśmy się na spontaniczne ferie do Kościeliska. Pojechaliśmy z babcią, dzięki której faktycznie odpoczęliśmy. Było cudownie - spacery, śnieg, basen wieczorem. Trochę kryzysów też było, ale to nic, wspomnienia mam super. Niestety, po powrocie się rozchorowaliśmy i pół marca mi uciekło.

Wydziergałam ocieplacze


Jak na każdy wyjazd, zabrałam ze sobą coś do robienia. Padło na druty i wełnę. Miała być czapka, powstały ocieplacze. Lilce było bardzo zimno, stąd taki projekt. 

Zrobiłam etykiety do komódki


Niby nic, a jednak osiągnięcie - zbierałam się do przyklejenia tych etykiet jakieś dwa miesiące. Pocieszyły moje oko jakiś tydzień, po czym Lila je zerwała stwierdzając, ze brzydkie ;-)

PRZY DZIECIACH TEŻ SIĘ DA - MOJE OSIĄGNIĘCIA Z MARCA


Marzec jest idealnym dowodem na to, że mój projekt ma sens. Miałam podsumować ten miesiąc jednym słowem - PRZETRWAŁAM. Ale potem zaczęłam przeglądać zdjęcia, relacje na Instagramie, wiadomości i okazało się, że to tylko w mojej głowie tak wyglądało. Byłam przekonana, że w marcu nic nie zrobiłam poza przeżyciem choroby (najpierw Roszka, potem mojej i Roszka, potem Roszka, mojej i Lili, potem Lili i mojej, a na końcu tylko mojej). A rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej! Po podsumowaniu nie tylko przestałam mieć poczucie totalnego nieogaru, dostałam kopa do działania i motywację na kolejny miesiąc (podsumowanie zrobiłam dawno, nie miałam czasu go spisać ;-)). Polecam, to naprawdę działa świetnie!

Przetrwana choroba

Jak już wspominałam, marzec to choroby. Pierwszych dwóch tygodni nie było wcale, bo głównie leżeliśmy i oglądaliśmy bajki. Potem próbowałam się odkopać z bałaganem (nie udało mi się do dzisiaj). Trudny czas, choć z perspektywy czasu nie było tak źle - kwiecień był gorszy, bo choroby znacznie boleśniejsze nam się przytrafiły ;-) 

Nagrana płyta Pomelody

Na święta kupiliśmy dla dzieci płyty z piosenkami Pomelody. I tak leżały na dysku, leżały. W końcu udało mi się je nagrać na CD. Polecam! Lila regularnie je włącza, tańczy i podśpiewuje niekiedy. 

Mamy dla mamy - poprawiona okładka


zdj. Mamy dla Mamy
Osiągnięć w marcu nie zauważałam, bo nie były namacalne - większość zrobiłam na laptopie. Między innymi poprawiłam okładkę dla Mamy dla Mamy. To wyjątkowa książka, napisana przez ponad 1000 kobiet, ekspertów w swoich dziedzinach. Kompendium wiedzy bez oceniania i narzucania metod wychowawczych. Miałam przyjemność zaprojektować okładki do tych książek i każde nowe wydanie wymaga pewnych poprawek w grafikach. W marcu też trzeba było to opracować i na szczęście mi się udało zdążyć w terminie :) 

Fun2bemum - zdjęcia 


 Przed wyjazdem do Kościeliska, otrzymałam od firmy Fun 2 Be Mum produkty do przetestowania - osłonkę i płaszcz do noszenia. Moją opinię możecie przeczytać tutaj, a dzisiaj tylko zdjęcia. Zrobili je mój mąż i mama, ja odpowiadałam za selekcję, obróbkę i ogarnięcie siebie. Zaliczam sobie jako ogromne osiągnięcie, bo to zajmuje bardzo dużo czasu. Przy okazji mam kilka zdjęć z Roszkiem <3

Dzięki za pomoc w tej sesji - mężu i mamo :) Jestem wyjątkowo zadowolona z efektów, piękne zdjęcia powstały. Szkoda, że rozwaliłam ten obiektyw...

 


Koncepcja placu zabaw



Pewnego dnia poszliśmy na plac zabaw i jakoś tak nagle pojawił się lightbulb nad naszymi głowami. Rozwiązania z placu zabaw tak nam się spodobały, że postanowiliśmy zrobić coś podobnego. Wyszło zupełnie inaczej, ale to nie ważne - nasze dzieci mają zjeżdżalnię w pokoju! To już osiągnięcie kwietniowe i spoiler z mojej strony, bo w marcu "tylko" ogarnęłam projekt. Spisaliśmy z Bartkiem materiały, przemyśleliśmy rozwiązania. To najtrudniejszy etap każdego projektu. 


Wyzwanie - zorganizuj swój dom w 20 dni 



Przygotowałam i zaczęłam wyzwanie 20 dniowe zorganizuj swój dom. Niestety nie udało mi się go skończyć, ale to nic - wracam do niego teraz :) Jeśli chcesz dołączyć, pobierz grafikę i wydrukuj.

Zaprojektowałam zaproszenia na chrzest Roszka


Na kwiecień planowaliśmy chrzest Roszka, dlatego przygotowałam zaproszenia i dodatki. No cóż, leżą na dysku i czekają na bezpieczniejsze czasy :) 

Uzupełniłam zdjęcie metryczkowe Roszka



Wreszcie uzupełniłam zdjęcie metryczkowe Roszka. Robię mu takie co miesiąc, potem złożę je w całość. Lila ma taką pamiątkę i chciałam żeby on także miał. Z każdym kolejny miesiącem to coraz większe wyzwanie - w kwietniu na pewno znajdzie się na mojej liście osiągnięć :D 

Uszyłam kilka maseczek

Uszyłam zaledwie kilka, dla znajomej, która pracuje w szpitalu. I tak się cieszę, że chociaż tyle zdążyłam. Robiłam to w interwałach 15 minutowych, bo dzieci spały "na zakładkę" - raz jedno się budziło, raz drugie.

Zostałam budowniczym Duplo


 

O, a to osiągnięcie będzie mi jeszcze długo towarzyszyć - zostałam budowniczym Duplo ;-) Każdego tygodnia powstają kolejne budowle, a ja regularnie dokupuję nowe klocki. Cieszę się, że znalazłam coś, co cieszy zarówno dzieci, jak i mnie.


I to by było na tyle :) Mam nadzieję, że w kolejnych miesiącach podsumowania będą się pojawiać szybciej, ale nic nie obiecuję - główne założenie projektu to w końcu robienie wszystkiego w zgodzie ze sobą, tak by nikt na tym nie ucierpiał. 

A jak Wasze luty i marzec? Udało się Wam coś ciekawego osiągnąć?


Pozdrawiam,
Kaja



1 komentarz
  1. Podziwiam, że znajdujesz na to wszystko czas :-) ja mam trójkę dzieci dwulatkę, trzylatka i pięciolatkę i czasem mój dzień to dzieci i obowiązki domowe. Zwłaszcza w okresie pandemii, kiedy przedszkola były zamknięte, dzieci potrzebowały więcej mojej uwagi. Teraz jest już lepiej, mogą pobawić się na dworze i nie narzekają, że się nudzą. Mi tez udaje się znaleźć czas dla siebie :-)

    OdpowiedzUsuń